czy ja żyję w świecie magii? To przecież nierealne.
To co powiedział Gabriel było nierealne i nie mogłam w to uwierzyć. Albo znowu robi sobie ze mnie żarty, albo mówi na serio. No ale Los Angeles jak i cały świat to rzecz realna. Nie ma tutaj żadnych wampirów, wilkołaków, czy Bóg wie czego. Ani też żadnych czarownic. Nie za bardzo rozumiałam o czym mówił. Nie wiem jak miałam zareagować, ani co powiedzieć. Boję się, że powiem coś głupiego i go urażę.
-Ale to przecież niemożliwe. - tylko tyle potrafiłam z siebie wydusić.
-Uwierz mi, że jest. - po tych słowach mocniej ścisnął moją dłoń. Nawet nie zauważyłam, że dalej go trzymam.
-No ale przecież na tym świecie nie ma żadnych wampirów i wilkołaków. - odpowiedziałam.
-Na zdrowie.
-Co?-po wypowiedzeniu tych słów.. kichnęłam? No ok, ale to jeszcze nie oznacza, że umie przewidywać przyszłość, nie? -Czy ty..ty...
-Tak. Czy teraz wierzysz mi? - zapytał.
-Nie do końca. Muszę jeszcze się przekonać.- mówię.
-Nie tylko to potrafię. - mówi odwracając się do mnie puszczając oczko.
- Co masz na myśli?-pytam. Po chwili korytarz staje się szerszy i wysoki. Mogłam w końcu wyprostować swoje plecy. - au.. - praktycznie każda z moich kości na plecach strzeliła na zmianę pozycji. Korytarz stał się na chwilę strasznie ciemny, nic nie widziałam, gdzie ja się znajduję ani gdzie stoi Gabriel. ktoś zakrył mi usta ręką i przeniósł do jakiegoś zagłębienia w ścianę. Szarpałam się kopałam, by się uwolnić, ale 'napastnik' czy jak mogę go tam nazwać , był, o wiele silniejszy ode mnie. Trzymał mnie pewnie i silnie.
-Cicho to ja, Gabriel. -mówi ściszonym głosem puszczając rękę z moich ust. - nie mów nic, bo nas usłyszą. - dodaje. Kto nas usłyszy? Nic z tego nie rozumiem. Mój towarzysz objął mnie ramionami. Jego ramiona są ciepłe i silne. Czuje się tak, tak bezpiecznie. Po chwili słyszę kroki, silne, głośne. za pewnie są to mężczyźni.
-Uciekła do jasnej cholery!-chwila przerwy - mówiłeś, że ona zginie!
-Ktoś był z nią! Nie mogłaby przeżyć wybuchu bomby, ani zlecenia z 5 metrów! A co jak jej nie było w domu?
-Miałeś dopilnować, by była w tym cholernym domu!
-Możemy schować się u niej w domu, a jak przyjdzie to załatwimy ją. Annah Blake musi zginąć, stwarza za duże zagrożenie dla Lousia-Cezara. - Strzęsę się ze strachu. Łzy same cisną mi się do oczu. Chcę uciec jak najdalej stąd. Mężczyźni dobiegli z powrotem w tamtą stronę z której przybyli. Wyrywam się z uścisku Gabriela i zaczynam biec jak najszybciej potrafię, lecz on jest szybszy. Wyprzedza mnie i staje przede mną próbując mnie zatrzymać. Ale ja omijam go i biegnę dalej. Chcę uciec jak najdalej stąd, sama! Czy ja tak dużo wymagam?! Wbiegam do korytarza po lewej stronie, gdzie znajdują się drzwi, przebiegam przez nie, zatrzaskuję i zamykam na duży metalowy klucz, który znajduje się w środku. Gabriel szarpie za drzwi krzycząc:
-Annah, nie rób tego! To niebezpieczne! Słyszysz?! - Ale ja go nie słucham, po prostu biegnę, tak szybko jak potrafię. Potykam się tuż przed samymi drzwiami. Krzyknęłam z bólu kolan, bo strasznie pieką. Usiadłam i zerknęłam na kolana. Całe zakrwawione , porwane spodnie.. No gorzej nie może być.. Słyszę, że ktoś wchodzi do korytarza. Wślizguję się do ciemnego wgłębienia w ścianie i siedzę cicho z nadzieją, że mnie nie usłyszą.
-Gdzie ona jest, co? Gadaj!
-Nie wiem.. uciekła- po chwili stają na przeciwko mnie. Widzę tylko ich nogi do kolan. Po środku stał Gabriel.
-Wypuśćmy chłopaka, Louis-Cezar nie musi o tym wiedzieć.
- Quomodo audent adversari nostris dominus est?! - mężczyzna krzyknął, a po chwili upadł na ziemię z zakrwawioną bluzką. Miałam takie wrażenie, że na mnie patrzy, ale jego oczy po chwili zamykają się na dobre. On go zabił. -Louis-Caesar dominus meus- Zakryłam usta dłonią, by nie wydobyć z siebie żadnego dźwięku. Mężczyzna pociągnął Gabriela w stronę drzwi,a po chwili zniknęli. Gdy byłam już pewna, że są daleko ode mnie, wyszłam ze swojej kryjówki i kucnęłam obok mężczyzny. Zauważyłam, że coś wystaje z jego kieszeni. W środku był pistolet, pęk dużych kluczy i mapa. Biorę pistolet do ręki. Chyba będzie mi potrzebny. Ale czy będę miała odwagę, by nacisnąć spluwę. Użyję go w razie niebezpieczeństwa. Chowam go do kieszeni razem z kluczami, a mapę rozkładam na nierównej ziemi. Na mapie zaznaczone jest czerwonym krzyżem miejsce gdzie znajduje się Louis-Cezar. próbuję znaleźć miejsce mojego pobytu. Udaje mi się. By dotrzeć do cezara, muszę przejść przez drzwi, potem skręcić w lewo, następnie w prawo. Boję się, ale uratuję Gabriela ze szponów tego cezara. Podchodzę do drzwi, szarpię za klamkę. Zamknięte. Nie słyszałam żeby tamten mężczyzna zamykała drzwi na klucz. Albo mają automatyczny zamek, albo przeniknęli przez nie jak duch.. Ale to niemożliwe. Wyciągam pęk kluczy z kieszeni i próbuję dopasować klucz, ale żaden nie pasuje. postanowiłam, że spróbuję takiej metody jak Gabriel. Zrobiłam trzy kroki w tył i walnęłam prawą nogą w drzwi, o mały włos, a bym się przewróciła, przez to, że noga utknęła mi w drzwiach. Wyciągam ją i kopię obok dziury. Gdy staje się ona na tyle duża, że mogę przez nią przejść, robię to. Zaczynam powoli poruszać się do przodu.
-O, widzę, że mamy gościa!
------------------------------------------
3 rozdział, mojego opowiadania. Przepraszam, że tak długo czekaliście, ale nie miałam jak go napisać. Zachęcam do komentowania. Piszcie do mnie na tt : @myqueeenischer ♥
wtorek, 29 stycznia 2013
sobota, 19 stycznia 2013
Two
"Będziesz w niebezpieczeństwie" -Mogę zajrzeć do Twojej piwnicy?
Serce na chwilę stanęło mi w miejscu. Przed drzwiami stał ten sam chłopak co mi się dzisiaj przyglądał i ten sam co zeszłej nocy. Co on tutaj robi? Aż boję się zapytać. Chłopak wyglądał na 18 lub 17 lat. Wtedy byłby w moim wieku. Był wysoki, miał dość spore mięśnie jak na nastolatka. Włosy miał czarne z grzywką na całe czoło. A oczy jeszcze ciemniejsze. Ale był blada jak ściana. Powinien trochę się opalić, bo od półtora roku w Los Angeles świeci ostre słońce.
Stoję i po prostu wpatruję się w jego oczy. Są takie pełne życia. Gdybym go znała mogłabym powiedzieć co czuję. Ale nie znałam go. Coś w nim strasznie mnie do niego przyciągało. Miałam wielką ochotę, by go dotknąć, poczuć, cokolwiek. Nie mogłam oderwać od niego wzroku. On odwzajemnia moje spojrzenia i pierwszy raz patrzymy sobie prosto w oczy. Chciałam się jego spytać co tutaj robi, ale nic nie mogłam z siebie wydusić. To on odezwał się pierwszy.
-Mogę zajrzeć do twojej piwnicy?- jego głos był ochrypły, tajemniczy, ale i niezmiernie seksowny. Kiwam głową na znak by wszedł. Przepuszczam go w drzwiach, a on idzie do korytarza, gdzie znajdują się drzwi od piwnicy. Idzie tak swobodnie , jakby znał mój dom od dawna. Idę za nim. Schodzimy na dół. Otwiera drzwi po lewej stronie piwnicy, ale zaraz je zamyka. Podchodzi do drzwi na przeciwko. Dotyka dłonią kłódki i mówi coś w innym języku. Nie rozumiem co powiedział, ale musi to być język koreański, lub chiński. Po chwili pyta. - masz klucz od tej kłódki?- kręcę głową.- odsuń się.- robię to co każe. Chłopak robi krok w tył i jednym silnym prawnym uderzeniem swojej prawej nogi, wyrywa drzwi z nawiasów. Otwieram oczy szeroko, bo nie wierzę własnym oczom co się dzieje.
-Co robisz?-mój głos jest cichy i niewyraźny, nawet nie wiem czy mnie usłyszał. Chłopak odrzuca resztki drzwi obok mnie i wchodzi w głąb pomieszczenia. Nie wiem za bardzo co się dzieje. Ale idę za nim. Chłopak porusza się powoli, jakby czegoś szukała, lub uważał na coś. W pewnym momencie przyśpiesza, sama nie wiedziałam, że moja piwnica jest taka długa. Kuca w prawym koncie piwnicy i odrzuca wszystkie rzeczy na bok. gdy odrzucił wszystkie rzeczy wstał pociągnął mnie za rękę i biegł do drzwi. Nie wiem co się dzieję, czas znowu staje w miejscu. Chłopak odwraca głowę , wypycha mnie na przód i pcha najmocniej jak umie. Upadam na ziemię tuż przed schodami. Po chwili słyszę wybuch, cholernie głośny. Ciało chłopaka przyciska mnie do ziemi, okrywając całą twarz. Ziemia trzęsie się, a ja czuję kamyki spadające na moje nogi. Zagryzam wargi tak mocno jak tylko potrafię. Uświadamiam sobie, że w mojej piwnicy była bomba. Gdyby nie on nie wiem co by się ze mną stało. Ziemia trzęsie się coraz bardziej. Ziemia pod nami się zapada. Lecimy w dół, teraz to on leci pierwszy. Przyciska moją głowę do swojej piersi próbując mnie ochronić. Zaczynam płakać. Nie mogę krzyknąć, nic powiedzieć, nie mogę wydobyć z siebie żadnego dźwięku. Boję się że to koniec. Spadamy jeszcze chwilę i lądujemy na czymś ziemi. Okazuje się, że był to materac. Nie wiem skąd on się tam wziął. Chłopak przerzuca mnie na plecy, potem on leży na plecach, a po chwili znajdujemy się daleko od miejsca gdzie znajdowaliśmy się przed chwilą. Nie mam siły się poruszyć, czuję jak coś spływa po mojej nodze, ale nie mogę zareagować. Nadal leże na brzuchu tego chłopaka. chłopak głaszcze moje włosy, a po chwili pyta.
-Coś Ci się stało?- podnoszę głowę, nie widzę jego twarzy przez łzy w oczach. Po chwili moja głowa swobodnie opada na jego tors.
Otwieram oczy. Widzę tylko ciemność. Podnoszę głowę z miękkiego miejsca i siadam. Leżałam na brzuchu chłopaka, a on smacznie spał. Postanowiłam go nie budzić i sama poszukać wyjścia. Stałam ledwo na nogach. Podchodzę do miejsca, gdzie została zasypany materac kamykami. Patrzę na górę i myślę jak długo spadaliśmy. Do mojej piwnicy były może z 3 lub 4 metry. Nie mogę sobie wyobrazić co by było gdyby nie tajemniczy chłopak. Chyba zginęłabym na miejscu. Nie wiem czy coś po moim domu zostało. Wracam do miejsca gdzie leży chłopak, spoglądam na jego twarz. Ma czerwone krechy na policzkach. Dotykam swojej, czując pod palcami zaschniętą krew. Chłopak otwiera oczy i siada. - boli cię coś? - pyta.
-Noga i głowa. -przełykam ślinę.- A tobie coś się stało? Boli cię coś?- pytam.
-Przeżyję.- mówi tylko.- Ty jesteś Annah, prawda?-pyta.
-Tak, to ja. A Ty kim jesteś?-czekałam na tą chwilę prawie cały dzień.
-Nazywam się Gabriel.- Serce biło mi szybko, chyba z podniecenia lub coś takiego, bo poznałam jego imię.
-Em..Nie wiem jak mam ci podziękować, za to, że uratowałeś mi życie. Jestem ci ogromnie wdzięczna. Mogę ci się jakoś odwdzięczyć?- pytam.
-Na to przyjdzie czas. - mówi i uśmiecha się. Jego uśmiech jest zniewalający. mogłabym oglądać go cały czas, bez żadnej przerwy, na okrągło. -trzeba się stąd wydostać, też tak uważasz?- kiwam głową i próbuje wstać, ale kiwam się i znowu siadam. - Niedługo przejdzie ci. Na górze podam ci specjalny lek. Pomogę ci. - podchodzi do mnie i pomaga wstać. Podtrzymuje mnie za biodro. Gabriel zmierza do dziury z której spadliśmy. - dosyć wysoko.-mówi.
-Zgadzam się. To jak się wydostaniemy? - pytam.
-Tamtędy.-mówi Gabriel wskazując na otwartą klapę w lewym rogu. Idziemy w tamtą stronę. Patrzę w dół.-jakieś 2 metry. Nie powinno nam się nic stać, gdy skoczymy.-dodaje. Puszcza rękę z mojego biodra i sprawdza, czy przypadkiem nie upadnę. Ale ja stoję stabilnie na ziemi. Gabriel zeskakuje na dół, a ja go nie widzę, to chyba dlatego, że ma czarne włosy. - Annah, skacz.- zachęca mnie.
-Połamię se nogi.-odpowiadam.
-Nic sobie nie połamiesz. No dalej, skacz. - Biorę głęboki oddech i skaczę. Miał rację, nic sobie nie zrobiłam.
-Strasznie tu ciemno, nic nie widać. - mówię do Gabriela.
-To prawda. Musimy iść cały czas koło siebie inaczej się pogubimy. jest tutaj wiele korytarzy. Złap mnie za rękę.- Już myślałam, że tego nie powie. robię to i zaciskam palce na jego dłoni. On robi to samo.
Okazało się, że korytarz jest trochę niski, więc musieliśmy chodzić skuleni. kilka razy, gubiliśmy, ale zaraz wychodziliśmy na prostą. Przewracaliśmy się, śmiejąc przy tym. Gabriel to świetny chłopak. Dużo ze sobą rozmawialiśmy. On dowiedział się dużo o mnie, a ja dużo o nim. Gabriel ma 17 lat. Jego rodzice nie żyją, a on ucieka przed wszystkimi ludźmi którzy mogli by go rozpoznać i odwieźć do domu dziecka. opowiadał o swoich przygodach, które przebył. Gabriel zwiedził prawie cały świat.
-Gabriel?-pytam.
-Tak?-odpowiada.
-Mogę zadać ci takie jedno pytanie?-przegryzam wargę z niepewności.
-Śmiało. Pytaj. -odpowiada.
-Em.. skąd wiedziałeś, że bomba jest w moim domu i skąd znasz moje imię?-pytam pełna obaw.
-Naprawdę chcesz wiedzieć? Nawet nie wiem, czy mi uwierzysz.-mówi chłopak.
-Postaram się uwierzyć.-mówię.
-Chyba przewiduję przyszłość.- odpowiada.
------------------------------------------------------------
Hej! oto drugi rozdział! Mam nadzieję, że wam się podoba mi bardzo. 3 rozdział postaram się dodać, jeżeli będzie się Wam podobać i na ankiecie będzie więcej odpowiedzi :3 . Jeżeli macie jakieś pytania, to pytajcie mnie tutaj na blogu lub napiszcie do mnie na Twitterze. :D - https://twitter.com/itmybitches
-Coś Ci się stało?- podnoszę głowę, nie widzę jego twarzy przez łzy w oczach. Po chwili moja głowa swobodnie opada na jego tors.
Otwieram oczy. Widzę tylko ciemność. Podnoszę głowę z miękkiego miejsca i siadam. Leżałam na brzuchu chłopaka, a on smacznie spał. Postanowiłam go nie budzić i sama poszukać wyjścia. Stałam ledwo na nogach. Podchodzę do miejsca, gdzie została zasypany materac kamykami. Patrzę na górę i myślę jak długo spadaliśmy. Do mojej piwnicy były może z 3 lub 4 metry. Nie mogę sobie wyobrazić co by było gdyby nie tajemniczy chłopak. Chyba zginęłabym na miejscu. Nie wiem czy coś po moim domu zostało. Wracam do miejsca gdzie leży chłopak, spoglądam na jego twarz. Ma czerwone krechy na policzkach. Dotykam swojej, czując pod palcami zaschniętą krew. Chłopak otwiera oczy i siada. - boli cię coś? - pyta.
-Noga i głowa. -przełykam ślinę.- A tobie coś się stało? Boli cię coś?- pytam.
-Przeżyję.- mówi tylko.- Ty jesteś Annah, prawda?-pyta.
-Tak, to ja. A Ty kim jesteś?-czekałam na tą chwilę prawie cały dzień.
-Nazywam się Gabriel.- Serce biło mi szybko, chyba z podniecenia lub coś takiego, bo poznałam jego imię.
-Em..Nie wiem jak mam ci podziękować, za to, że uratowałeś mi życie. Jestem ci ogromnie wdzięczna. Mogę ci się jakoś odwdzięczyć?- pytam.
-Na to przyjdzie czas. - mówi i uśmiecha się. Jego uśmiech jest zniewalający. mogłabym oglądać go cały czas, bez żadnej przerwy, na okrągło. -trzeba się stąd wydostać, też tak uważasz?- kiwam głową i próbuje wstać, ale kiwam się i znowu siadam. - Niedługo przejdzie ci. Na górze podam ci specjalny lek. Pomogę ci. - podchodzi do mnie i pomaga wstać. Podtrzymuje mnie za biodro. Gabriel zmierza do dziury z której spadliśmy. - dosyć wysoko.-mówi.
-Zgadzam się. To jak się wydostaniemy? - pytam.
-Tamtędy.-mówi Gabriel wskazując na otwartą klapę w lewym rogu. Idziemy w tamtą stronę. Patrzę w dół.-jakieś 2 metry. Nie powinno nam się nic stać, gdy skoczymy.-dodaje. Puszcza rękę z mojego biodra i sprawdza, czy przypadkiem nie upadnę. Ale ja stoję stabilnie na ziemi. Gabriel zeskakuje na dół, a ja go nie widzę, to chyba dlatego, że ma czarne włosy. - Annah, skacz.- zachęca mnie.
-Połamię se nogi.-odpowiadam.
-Nic sobie nie połamiesz. No dalej, skacz. - Biorę głęboki oddech i skaczę. Miał rację, nic sobie nie zrobiłam.
-Strasznie tu ciemno, nic nie widać. - mówię do Gabriela.
-To prawda. Musimy iść cały czas koło siebie inaczej się pogubimy. jest tutaj wiele korytarzy. Złap mnie za rękę.- Już myślałam, że tego nie powie. robię to i zaciskam palce na jego dłoni. On robi to samo.
Okazało się, że korytarz jest trochę niski, więc musieliśmy chodzić skuleni. kilka razy, gubiliśmy, ale zaraz wychodziliśmy na prostą. Przewracaliśmy się, śmiejąc przy tym. Gabriel to świetny chłopak. Dużo ze sobą rozmawialiśmy. On dowiedział się dużo o mnie, a ja dużo o nim. Gabriel ma 17 lat. Jego rodzice nie żyją, a on ucieka przed wszystkimi ludźmi którzy mogli by go rozpoznać i odwieźć do domu dziecka. opowiadał o swoich przygodach, które przebył. Gabriel zwiedził prawie cały świat.
-Gabriel?-pytam.
-Tak?-odpowiada.
-Mogę zadać ci takie jedno pytanie?-przegryzam wargę z niepewności.
-Śmiało. Pytaj. -odpowiada.
-Em.. skąd wiedziałeś, że bomba jest w moim domu i skąd znasz moje imię?-pytam pełna obaw.
-Naprawdę chcesz wiedzieć? Nawet nie wiem, czy mi uwierzysz.-mówi chłopak.
-Postaram się uwierzyć.-mówię.
-Chyba przewiduję przyszłość.- odpowiada.
------------------------------------------------------------
Hej! oto drugi rozdział! Mam nadzieję, że wam się podoba mi bardzo. 3 rozdział postaram się dodać, jeżeli będzie się Wam podobać i na ankiecie będzie więcej odpowiedzi :3 . Jeżeli macie jakieś pytania, to pytajcie mnie tutaj na blogu lub napiszcie do mnie na Twitterze. :D - https://twitter.com/itmybitches
poniedziałek, 14 stycznia 2013
One
Myśląc o wszystkim a zarazem o niczym.
Patrzenie nocą przez okno nigdy nie robi się nudne. Próbujesz odejść, ale nie możesz, coś cię przyciąga. Jakieś uczucie, które sprawia, że musisz tam siedzieć, bo coś się wydarzy. Siedzisz i czekasz. I widzisz chłopaka, okrytego kapturem, patrzącego gdzieś w twoją stronę. Zdajesz sobie sprawę, że może on patrzy na ciebie. Masz cichą nadzieję. Przechodzi cię dreszcz niepokoju. Myślisz o tym, że spojrzy na ciebie, choć na chwilę, a ty spojrzysz na jego oczy przez grubą szybę. Ale on odchodzi, nawet na ciebie nie patrząc.
Budzę się z dziwną świadomością, że coś dzisiaj się stanie. Przecieram zaspane oczy, wkładam stopy w ciepłe kapcie i wychodzę z ciepłej kołdry. Zmierzam na dół po skrzypiących schodach, wchodzę do kuchni z cichą nadzieją, że ktoś tam jest. Ale rodziców znowu nie ma. Znowu zostawili żółtą kartkę na lodówce. Podchodzę i czytam.
"Kochana Annah. Poszłam z ojcem do pracy, nie musisz czekać na nas z kolacją, wrócimy późno. Pieniądze zostawiam Ci na stole, abyś kupiła potrzebne rzeczy na obiad.
Całusy. Mama i tata"
Od kiedy to ja na nich czekam. Całe dnie siedzę sama w domu, wokół 4 ścian. Można się przyzwyczaić. Zrywam kartkę z lodówki i wyrzucam do kosza. Gdybym musiała liczyć te wszystkie kartki od rodziców to byłoby ich sporo. Otwieram lodówkę. Patrzę po każdej półce. W tym domu nic do jedzenia nie ma. Rodzice pewnie śniadanie, obiad i kolacje jedzą w pracy.. Odkąd pracują w firmie pana Rivera stracili dla mnie czas. Biorę się w garść. Wchodzę do swojego pokoju i szukam jakiś ubrań. Wybieram turkusowe rurki i czarny top. Ubieram się, zakładam czarne converse, rozplątuję włosy i schodzę na dół. Biorę pieniądze ze stołu i wychodzę z domu. Zakupy zamierzam zrobić w Tesco. Do sklep mam około 30 minut drogi. Wyciągam telefon i włączam muzykę i zaczynam biec. Czas mija szybciej, gdy jest się w ruchu. Niedługo potem docieram do sklepu. Chodzę między półkami i biorę potrzebne rzeczy. Ser, pomidory i takie tam bzdety. Do tego biorę jeszcze moje ulubione żelki, bez których nie da się żyć. Zmierzam do kasy, po czym wychodzę ze sklepu. Gdzieś w połowie drogi, coś zwraca moją uwagę. Po drugiej stronie ulicy stoi chłopak, ten sam co zeszłej nocy. Czas nagle zwalnia. Nasze oczy się spotykają i patrzymy się tylko na siebie. Jest tak daleko, że mogę nic na jego temat powiedzieć, czy go znam czy nie. Któraś cząstka mnie mówi mi żebym zaczęła biec. Robię to. Nie mogę się zatrzymać. Odwracam się, a ten chłopak nadal się na mnie patrzy. Uderzam o coś i upadam na ziemię. Spoglądam na górę, na mężczyznę, który coś do mnie mówi, ale ja nie słyszę jego głosu, tylko odwracam się w tą stronę gdzie stał chłopak, ale go już tam nie ma. Wstaję i idę dalej. Tak, po prostu. Wbiegam zmęczona do domu. Mój oddech jest ciężki i nierówny. Siadam na kanapę i zamykam powieki. Staram myśleć o wszystkim innym, tylko nie o tym tajemniczym chłopaku. Zaczyna dzwonić telefon domowy. Podchodzę i odbieram.
-Witaj Annah. - odezwał się jakiś głos.
- Kto mówi? - pytam.
-Nie mogę Ci powiedzieć. - mówi
-No ale, po co do mnie dzwonisz? - zadaję pytanie.
-Nie musisz wiedzieć, skąd cię znam. Ale muszę powiedzieć ci coś ważnego. - odpowiada
-Co takiego? - pytam ochrypłym głosem.
-Będziesz w niebezpieczeństwie. - mówi, a po chwili słyszę jeden długi sygnał. Przerwał rozmowę. Drżącą ręką odkładam słuchawkę. Nie wiem co mam o tym myśleć. Czy ktoś robi sobie ze mnie żarty, czy to poważna sprawa. Dręczyły mnie jeszcze dwie rzeczy. Kto to był? I skąd on zna moje imię? Dręczyło mnie to i nie dawało spokoju. Postanowiłam zająć się czymś. Włączyłam radio i zaczęłam szykować obiad,nieważne że była dopiero godzina 12. Niemożliwe jest to, że szybko zapomniałam o tym telefonie. Postanowiłam przyszykować tosty. Tarkując ser nuciłam "Miss me" dużo razy mi nie wychodziło, bo ten raper szybko śpiewa. Po godzinie tosty były gotowe. Usiadłam do stołu i znowu się zaczęło. Telefon zaczął dzwonić, obawiam się, że to znowu ten nieznajomy. Pełna obaw podchodzę do telefonu. Podnoszę słuchawkę i przykładam do ucha. Serce bije mi coraz szybciej. Wręcz zatrzymuje się. Nie wiem czego mam się spodziewać. Może powie mi żebym upadła na ziemię, bo coś wpadnie do pokoju, lub bomba jest w domu.. Nie no bez przesady.
-Halo? - pytam pełna obaw.
-Hej córciu, tu mama - odpowiada.
-Jezu, mamo jak się cieszę, że dzwonisz. - mówię ucieszona.
-Co tam u ciebie słychać? - pyta
-Nic, jem obiad. - odpowiadam.
-A to dobrze, chciałam się tylko upewnić czy wszystko dobrze. - mówi.
-Nie no wszystko jest ok. - mówię.
-To dobrze, muszę już wracać do pracy. Pa kochanie. - odpowiada.
-Pa. - mówię i odkładam słuchawkę. Po chwili wracam do jedzenia obiadu. Tosty wyszły mi dobre. Lubię kiedy ser jest roztopiony i rozpływa się w ustach. Kończę obiad po 35 minutach. Sięgam do torby, w której znajdują się moje żelki. Kwaśnie i dobre kwiatki. Ha, ha. Rozkoszuję się tą piękną chwilą i oglądam telewizję. Po zjedzeniu, mój brzuch staje się pełny, więc postanawiam uciąć sobie drzemkę. Kładę się na kanapie i próbuję zasnąć.
Ze snu budzi mnie dzwonek do drzwi. Rozciągam zaspane kości i podchodzę do drzwi. Przed drzwiami widzę...
-------------------------------------------
Hej wszystkim! Oto pierwszy rozdział mojego nowego opowiadania. Mam nadzieję, że Wam się podoba i skomentujecie moją ciężką pracę. C:
-Halo? - pytam pełna obaw.
-Hej córciu, tu mama - odpowiada.
-Jezu, mamo jak się cieszę, że dzwonisz. - mówię ucieszona.
-Co tam u ciebie słychać? - pyta
-Nic, jem obiad. - odpowiadam.
-A to dobrze, chciałam się tylko upewnić czy wszystko dobrze. - mówi.
-Nie no wszystko jest ok. - mówię.
-To dobrze, muszę już wracać do pracy. Pa kochanie. - odpowiada.
-Pa. - mówię i odkładam słuchawkę. Po chwili wracam do jedzenia obiadu. Tosty wyszły mi dobre. Lubię kiedy ser jest roztopiony i rozpływa się w ustach. Kończę obiad po 35 minutach. Sięgam do torby, w której znajdują się moje żelki. Kwaśnie i dobre kwiatki. Ha, ha. Rozkoszuję się tą piękną chwilą i oglądam telewizję. Po zjedzeniu, mój brzuch staje się pełny, więc postanawiam uciąć sobie drzemkę. Kładę się na kanapie i próbuję zasnąć.
Ze snu budzi mnie dzwonek do drzwi. Rozciągam zaspane kości i podchodzę do drzwi. Przed drzwiami widzę...
-------------------------------------------
Hej wszystkim! Oto pierwszy rozdział mojego nowego opowiadania. Mam nadzieję, że Wam się podoba i skomentujecie moją ciężką pracę. C:
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)